Szybki wypad na rowery do Szczawnicy

Mieszkacie w Krakowie i szukacie inspiracji na szybki wypad ? Właśnie udało Wam się znaleźć to miejsce w sieci, które pomoże Wam znaleźć właściwą odpowiedź na pytanie, gdzie warto się przejechać samochodem w wolny dzień. Dziś chcę Wam zaproponować Szczawnice w Małopolsce.

Te urokliwe miasteczko zdrojowe położone w Beskidzie Zachodnim, oferuje wiele miłośnikom górskich wędrówek – pytanie co oferuje ludziom takim jak ja i moi domownicy, czyli tym, którzy lubią góry, ale szerokim łukiem omijają górskie szlaki? Odpowiedź jest prosta – rowery i jedną z najciekawszych tras rowerowych w naszym kraju – trasę do Słowackiego Czerwonego Klasztoru położoną wzdłuż przełomu Dunajca.

Do tego rowerowego raju wybrałem się z żoną i małym dzieckiem, a do celu szczęśliwie dowiozła nas i nasze rowery Brava z 2007 roku z motorem 1.4 90 KM.

Wracając do wstępu, podkreślam jeszcze raz, że górskie szlaki są ostatnim miejscem, gdzie możecie mnie znaleźć. Lubię zwiedzać góry z perspektyw czterech kółek, ale na takie przejażdżki krętymi pętlami nie mogę się wybrać z dzieckiem, które źle znosi takie podróże. Dlatego latem pozostaje mi zwiedzanie drętwych miejsc typu Krupówki – perspektywa przyznacie sami słaba. Niektórzy z Was mogą z pogardą twierdzić jak można lubić góry, a nie lubić górskich szlaków. Nie ma potrzeby odkładać na Mitshubishi EVO, jak się lubi rajdy samochodowe – to tak jak z górami. Szczawnica jest tym miejscem, gdzie latem nie musze się tłumaczyć, czemu nie zdobywam właśnie trzech koron – ona oferuje przede wszystkim przepięknie i proste trasy rowerowe, na które śmiało możemy wybrać się cała rodziną.  Tutaj mogę z czystym sumieniem przyjechać po to by pojeździć na rowerze – tak jak jeżdżę w góry zimą po to by pojeździć na nartach.

Do naszej dwukołowej przejażdżki wybraliśmy najbardziej popularną trasę rowerową prowadzącą wzdłuż przepięknego przełomu Dunajca. Finałem tej trasy jest słowackie miasteczko Czerwony Klasztor skąd rozpościera się przepiękny widok na trzy korony. Oczywiście tras jest znacznie więcej i prawdę mówiąc weekend to zdecydowanie za mało by je wszystkie zwiedzić.

Cześć ludzi zniechęca się do tej trasy bojąc się licznie opisywanej w Internecie słowackiej policji kontrolującej rowery, kaski itd… nic bardziej bzdurnego.

Droga do Czerwonego Klasztoru prowadzi przez lasy i naprawdę nie musimy się niczego obawiać. Myślę, że autorzy tych treści bardziej mieli na myśli zwiedzanie dalej Słowacji rowerem. Oczywiście nie zachęcamy do jazdy bez kasków – sam ich używam, ale uspakajam by nie dać się zastraszyć opiniom na Internecie. Nie macie przy sobie całego ekwipunku, a macie ochotę wybrać się do Czerwonego Klasztoru na dwóch kółkach – śmiało wypożyczcie rower (koszt ok 30-40 zł za dzień) i w drogę.  Chcecie zasmakować słowackich knedli, a nie macie Euro? – żaden problem, gdyż złotówki są tu również mile widziane.

Jak się jedzie do Szczawnicy?

W przypadku trasy przez Mszanę Dolną stwierdzam, że całkiem sympatycznie – krajobrazy nie porywają może tak jak w przypadku drogi Piwniczna – Krynica, aczkolwiek momenty prowadzone przez parki krajobrazowe naprawdę mogą się podobać. Plusem tej drogi jest jej spokojny przebieg, co w przypadku podróżowania z małymi dziećmi pozwala uniknąć nieprzyjemnych przygód na trasie. Oczywiście miłośnicy górskich „patelni” będą zawiedzeni, zresztą sporawy ruch nie pozwoliłby tak czy siak na szaleństwa.

Na co uważać?

Na dobór terminu wycieczki przede wszystkim. Szczawnica jest tak popularnym miejscem, iż lepiej nie pchać się tam w Niedzielę czy długie weekendy, a w spokoju zwiedzić ją w tygodniu. Swoją drogą Szczawnica jak i przełom Dunajca najładniej wygląda jesienią, gdy urzeka nas paletą żółto-czerwonych liści. W okresie tym nie musimy stać w korkach czy męczyć się w tłumach turystów. Ja osobiście zamierzam odwiedzić Szczawnice jeszcze raz w tym roku, ale nie latem, a jesienią właśnie.

A jak się spisywał nasz Fiat na trasie?

Przyznam szczerze, że sam byłem tego ciekaw, bo to była jego i moja pierwsza trasa z rowerami na dachu. Nie ma co ukrywać, że dedykowany do fiata bagażnik Cruze, oraz podstawowe uchwyty rowerowe Thule Free Ride zaskoczyły mnie bardzo pozytywnie. Solidne wykonanie (w przypadku Thule Made In Poland), prosty montaż, lekka waga oraz stosunkowo niskie szumy podczas jazdy sprawiły, iż konfigurację tę możemy wam śmiało polecić, gdy zamierzacie w spokojny sposób przewozić rowery. Pozostało pytanie jak włoskie 90 koni dawało sobie radę z tym ładunkiem? – całkiem sprawnie dzięki 6-biegowej skrzyni. Przyznam szczerze, że przy małym wietrze szybko zapomniałem, że mam coś na dachu. Jedynie podczas większych dziur, gdy rowery delikatnie się ruszały, słychać było od czasu do czasu stuki z okolic dachu. Oczywiście lepiej by się tu sprawił silnik benzynowy 1.4 T lub silnik Diesla, niemniej jednak nasza podstawowa benzyna swobodnie rozpędza taki zestaw do 120 km/h. Oczywiście szybciej też można jechać, ale spalanie wtedy jest znacznie większe. Podczas jazdy do 120 mogliśmy liczyć na spalanie 6.5 – 7.5 l/100 km. Powyżej 120 km/h spalanie rosło do 8.5 l/100 km.

Podsumowując:

  • Szczawnica zdecydowanie na Tak, zwłaszcza rowerem, jesienią lub w tygodniu.
  • Fiat Bravo 1.4 przedstawił nam swoje „pakowno-rodzinne” oblicze, którym jesteśmy nadal oczarowani i zamierzamy nim dalej zwiedzać Polskę.

Zapraszamy do naszej relacji wideo

Post Author: Andrzej

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *